Pełny tekst
W czwartek, 1 października, przed Sądem Apelacyjnym w Lublinie odbyła się rozprawa odwoławcza Pawła K., który na początku roku został skazany za zgłoszenie gotowości do działania na rzecz obcego wywiadu przeciwko Rzeczypospolitej Polskiej oraz nielegalne posiadanie broni i amunicji. Nawiązywał on kontakty z obywatelami Federacji Rosyjskiej, którzy – jak ustalono – byli bezpośrednio zaangażowani w działania zbrojne na terenie Ukrainy.
Jak zaznaczała prokuratura, celem jego działań było zdobycie i przekazanie informacji dotyczących zabezpieczeń Portu Lotniczego Rzeszów-Jasionka. Zgromadzony materiał wywiadowczy miał posłużyć rosyjskim służbom specjalnym do przygotowania zamachu na życie prezydenta Ukrainy, Wołodymyra Zełenskiego. Zamierzał także przyjąć rosyjskie obywatelstwo i wstąpić do Grupy Wagnera. Jego działania w kwietniu 2024 roku przerwali funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Jak później przekazywał szef Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Wasyl Maluk, rozważanych było kilka metod ataku na Wołodymyra Zełenskiego, m.in. poprzez użycie drona lub skorzystanie ze snajpera. Szef SBU dodał, że za wszystkim miał stać Polak, a dokładnie emerytowany wojskowy, którego zwerbowały rosyjskie służby. Mężczyzna miał głęboko wierzyć w sowiecką ideę i przez lata pielęgnować swoje zamiary.
Z kolei minister spraw wewnętrznych Tomasz Siemoniak zaznaczał, że Polska ściśle współpracuje ze służbami ukraińskimi w kwestii zapewnienia bezpieczeństwa prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu. Wyjaśnił jednocześnie, iż wspomniane przez Wasyla Maluka działania zmierzające do przygotowania zamachu na prezydenta Ukrainy miały miejsce w kwietniu 2024 roku, po czym mężczyzna został zatrzymany.
Paweł K. nie przyznawał się do zarzuconych mu czynów. Zapewniał, że owszem, utrzymywał kontakt z rosyjskimi służbami, jednak miało to na celu rozpracowanie szajki szpiegowskiej. Przekazywane przez niego informacje miały być ogólnodostępne, a więc – jak twierdził – nie przedstawiały większej wartości. Jeżeli zaś chodzi o broń i amunicję, miał je znaleźć.
W styczniu mieszkaniec Hrubieszowa został uznany za winnego, a Sąd Okręgowy w Zamościu skazał 50-latka na karę trzech lat i sześciu miesięcy pozbawienia wolności.
Z wyrokiem nie zgodziła się prokuratura. Śledczy podnieśli, że faktyczne ustalenia w tej sprawie zostały niewłaściwie rozpatrzone przez sąd pierwszej instancji. W ocenie prokuratury wymierzona kara była rażąco niska i niewspółmierna do popełnionego czynu. W związku z tym w apelacji wniesiono o wymierzenie 7,5 roku pozbawienia wolności.
Orzeczenie w tej sprawie ma zapaść za tydzień.
Komentarze
Jeszcze nikt nie skomentował — napisz pierwszy 👇
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!