Pełny tekst
W tym artykule:
„Śmierć i wiosna”, Mercè Rodoreda
„El compromiso”, Audrey Magee
„Szklane dni”, Nicoletta Verna
„Inventario de lo que queda cuando el bosque arde”, Michele Ruol
Każda czytelniczka i każdy czytelnim dobrze to znają: z książkami bywa różnie. Czasem jedna po drugiej trafiają w nasze i właściwie nic w nas nie poruszają. Umilają wieczór (albo i tego nie robią) po czym znikają z pamięci niemal natychmiast. A potem nagle przychodzi taki moment, kiedy każda kolejna lektura okazuje się dobra, wciągająca, pięknie napisana i sprawia, że zostajemy na kanapie do późnej nocy, obiecując sobie: „jeszcze tylko jeden rozdział”. Tak właśnie wyglądał mój czerwiec. Większość z dwunastu książek, które przeczytałam, była naprawdę udana, interesująca, literacko dopracowana i oparta na świeżych pomysłach.
Wybór czterech najlepszych tytułów nie był łatwy. W moim prywatnym zestawieniu mogłyby się znaleźć także inne znakomite książki, między innymi „Yesteryear” Caro Claire Burke, „Un hermoso día” Mollie Panter-Downes czy „Toni” Rumeny Buzarovskiej. Tym razem jednak mogę wskazać tylko cztery. Oto moje najlepsze lektury miesiąca, które umilą wam letnie wieczory.
„Śmierć i wiosna”, Mercè Rodoreda
To nie jest powieść , którą czyta się lekko. „Śmierć i wiosna” Mercè Rodoredy to książka surrealistyczna, hipnotyczna i niepokojąca, pełna piękna, ale też bólu. Przenosi nas do wioski rządzącej się okrutnym prawem: wszelkie pragnienie musi zostać zniszczone, a mieszkańcy żyją w cieniu zagrożenia ze strony tych, których nigdy nawet nie widzieli.
W tym dusznym, przerażającym świecie, w którym śmierć zaczyna jawić się jako forma wyzwolenia, czternastoletni chłopiec odważa się złamać obowiązujące zasady. Rodoreda przez całe życie wielokrotnie wracała do tej powieści i przepisywała ją na nowo. Najnowsze wydanie przygotowane przez Club Editor ukazało się z okładką i posłowiem Davida Uclésa, wielkiego wielbiciela twórczości tej niezapomnianej katalońskiej autorki. Mała rada: choć posłowie znajduje się na końcu, warto przeczytać je wcześniej. Pozwala wejść w tę opowieść z pewnym kluczem. To książka mocna, olśniewająca i głęboko przejmująca.
„El compromiso”, Audrey Magee
Audrey Magee już w 2024 roku, po ukazaniu się „Kolonii”, stała się dla mnie jedną z autorek, po które sięgam bez wahania. Dlatego po jej nową powieść, „El compromiso”, wydaną, podobnie jak poprzednia, przez Sexto Piso, sięgnęłam od razu. I cóż to jest za książka: fascynująca, dojrzała, wciągająca od pierwszych stron.
Przeczytałam ją w dwa dni. Akcja przenosi nas do Niemiec roku 1941. Peter, niemiecki żołnierz, szuka sposobu, by choć na chwilę oddalić się od frontu. Katherine, córka rodziny sympatyzującej z nazizmem, liczy na bezpieczeństwo, jakie może dać jej renta wdowia. Za pośrednictwem agencji matrymonialnej zawierają małżeństwo na odległość.
Kiedy w końcu się poznają, dzieje się coś nieoczekiwanego: naprawdę przypadają sobie do gustu i zakochują się w sobie. Potem jednak wojna rozdziela ich doświadczenia. On walczy o przetrwanie w najtrudniejszych warunkach, myśląc o żonie. Ona, z Berlina, rozumie to przetrwanie zupełnie inaczej. To powieść o miłości , wojnie, kalkulacji i moralnych pęknięciach, które zostają w człowieku na długo.
„Szklane dni”, Nicoletta Verna
To kolejna powieść osadzona w realiach II wojny światowej. Ale jeśli książka Audrey Magee jest trudna, ta jest jeszcze bardziej bezlitosna, chwilami wstrząsająca, mroczna, niemal duszna. I właśnie taka powinna być, bo faszyzmu nie należy upiększać ani wygładzać. Nicoletta Verna sięga po realizm magiczny i czarny humor, by złagodzić emocjonalny cios, jaki zadają „Szklane dni”. To jedna z tych książek, które trudno odłożyć, nawet kiedy bolą.
Jej bohaterką jest Redenta - ujmująca, ufna, niemal rozbrajająco niewinna kobieta, która wciąż wierzy ludziom. Ufa najlepszemu przyjacielowi, ufa światu, a w końcu zostaje żoną Szkła, faszystowskiego dostojnika, za którego wychodzi bez prawdziwej zgody. Jej historia splata się z losem Iris, partyzantki związanej z oddziałem legendarnego komendanta Diaza.
„Szklane dni” zdobyły w 2025 roku Nagrodę Literacką Unii Europejskiej, wyprzedzając między innymi „La península de las casas vacías” Davida Uclésa. To powieść piękna, okrutna i nie do zapomnienia.
„Inventario de lo que queda cuando el bosque arde”, Michele Ruol
Już od pierwszych stron wiedziałam, że trzymam w rękach literacki skarb. „Inventario de lo que queda cuando el bosque arde” Michelego Ruola, finalisty Nagrody Stregi, najważniejszego włoskiego wyróżnienia literackiego, to jedna z tych książek, które trafiają nie tylko do zestawień najlepszych lektur miesiąca, ale i całego roku.
To powieść prosta, oszczędna, świetnie napisana i wolna od efekciarstwa. A jednocześnie mierzy się z tematem najboleśniejszym z możliwych: śmiercią dzieci i tym, jak taka strata na zawsze zmienia życie rodziców.
Choć dzieci już nie ma, ich obecność nadal trwa - w przedmiotach pozostawionych w domu, w śladach codzienności, w rzeczach, które nagle stają się nośnikami pamięci. Autor wymienia 99 takich przedmiotów i poprzez nie opowiada historię rodziny: każdego z jej członków, ich więzi, napięć, czułości i ran.
Artykuł oryginalnie pojawił się na ELLE.com/es
Komentarze
Jeszcze nikt nie skomentował — napisz pierwszy 👇
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!