63 dni przez Atlantyk jachtostopem — Laura Maria Plichta o wyprawie życia
Laura Maria Plichta przepłynęła Atlantyk jachtostopem w ciągu 63 dni, dołączając do załogi jachtu jako osoba bez praktycznie żadnego wcześniejszego doświadczenia żeglarskiego. Podróż oznaczała sztormy, monotonię i życie na małej przestrzeni z nieznajomymi, a punkt wyjścia stanowił krótki rejs szkoleniowy po Bałtyku. W rozmowie z Sabiną Ziębą opowiedziała, jak wyglądała ta wyprawa i czego ją nauczyła.
Pełny tekst
63 dni na oceanie oznaczają nie tylko sztormy i spektakularne zachody słońca. To również monotonia, życie na niewielkiej przestrzeni i konieczność współpracy z ludźmi, których jeszcze chwilę wcześniej się nie znało. W rozmowie z Sabiną Ziębą Laura Maria Plichta opowiada, jak wyglądała jej przeprawa przez Atlantyk i czego nauczyła ją jedna z najbardziej wymagających podróży w życiu .
Jachtostop przez Atlantyk. Marzenie, które zaprowadziło ją na ocean
Przepłynięcie Atlantyku było dla Laury Marii Plichty jednym z tych podróżniczych marzeń, które dojrzewają latami . O jachtostopie dowiedziała się z książek, relacji innych podróżników i internetowych grup zrzeszających autostopowiczów oraz żeglarzy. Choć wcześniej nie miała praktycznie żadnego doświadczenia w żeglowaniu, postanowiła spróbować.
Po krótkim rejsie szkoleniowym po Bałtyku zaczęła szukać załogi i wkrótce otrzymała propozycję udziału w przeprawie z Gibraltaru do Brazylii . Pierwsze spotkanie z członkami załogi szybko zweryfikowało jednak wyobrażenia stworzone na podstawie zdjęć z komunikatorów. – Miałam takie zderzenie z rzeczywistością: „To nie są ludzie, z którymi ja myślałam, że płynę” – wspomina. Mimo początkowych obaw zdecydowała się wypłynąć .
Co ciekawe, kapitan uznał, że brak doświadczenia może działać na jej korzyść . – Nowicjusze są bardziej odpowiedzialni, bo jak czegoś nie wiedzą, to zapytają tysiąc razy – tłumaczy Laura, dodając, że większym zagrożeniem bywają osoby przekonane o własnych umiejętnościach. Tak rozpoczęła się 63-dniowa podróż przez Atlantyk na 13-metrowym katamaranie , która okazała się nie tylko wielką przygodą, ale również lekcją współpracy, cierpliwości i zaufania wobec ludzi poznanych zaledwie kilka dni wcześniej.
63 dni na oceanie. „Większość czasu jest po prostu nuda”
Największym zaskoczeniem okazało się jednak nie samo żeglowanie, lecz codzienność na oceanie . Laura przyznaje, że przed wyprawą wyobrażała sobie jachtostop jako nieustanną przygodę pełną emocji i spektakularnych widoków. Rzeczywistość wyglądała inaczej. Owszem, zdarzały się sztormy, gwałtowne zmiany pogody czy sytuacje wymagające błyskawicznego reagowania, jednak przez większość czasu życie na katamaranie płynęło bardzo spokojnie . – Przez większość czasu jest po prostu nuda. Nuda i ty nie wiesz, co ze sobą począć – przyznaje podróżniczka.
Po sześciu tygodniach zamknięcia na niewielkiej przestrzeni cała załoga doświadczyła tzw. „kabinowej gorączki” . – Wszystko zaczyna cię irytować – ci ludzie, to miejsce – wspomina. Przez kilka dni członkowie załogi ograniczali rozmowy do minimum, choć później sami śmiali się z tego, jak bardzo zmieniły ich warunki panujące na oceanie.
Podróż zmieniła także jej spojrzenie na wolność . – Dla mojego kapitana żegluga to była wolność absolutna, a ja nawet nie mogłam wyjść na spacer – opowiada. Paradoks polegał na tym, że bezkres oceanu dawał poczucie nieograniczonej przestrzeni, a jednocześnie wymuszał podporządkowanie się rytmowi całej załogi i decyzjom kapitana . Nic więc dziwnego, że po ponad dwóch miesiącach na wodzie zejście na ląd przyniosło ogromną ulgę . – Całowałam tę ziemię! – mówi ze śmiechem.
Posłuchaj całej rozmowy o podróżach Laury Marii Plichty
Przeprawa przez Atlantyk to tylko jedna z niezwykłych historii, którymi Laura Maria Plichta dzieli się w podcaście „Solo przez świat”. W rozmowie z Sabiną Ziębą opowiada również o samotnym przejeździe motocyklem przez Himalaje, niemal dwuletnim życiu w Afryce, podróży pociągiem przewożącym rudę żelaza przez Saharę, spotkaniach ze społecznością Kalaszy w Pakistanie, ucieczce z ciężarówki w Meksyku czy wyprawach po Amazonii.
Zdradza także, jak z niewielkiej kaszubskiej miejscowości trafiła na sześć kontynentów i dlaczego do dziś uważa, że największe przygody zaczynają się od decyzji, na którą większość ludzi nigdy by się nie odważyła. Cały odcinek podcastu „Solo przez świat” z Laurą Marią Plichtą jest dostępny na kanale YouTube National Geographic Magazine Poland oraz w serwisie Spotify .
View Ediplayer on the source website
Źródło: National Geographic Polska
Nasza ekspertka
Sabina Zięba
Podróżniczka i dziennikarka, wcześniej związana z takimi redakcjami, jak m.in. „Wprost”, „Dzień Dobry TVN” i „Viva”. W „National Geographic” pisze przede wszystkim o ciekawych kierunkach i turystyce. Miłośniczka dobrej lektury i wypraw na koniec świata. Uważa, że Mark Twain miał słuszność, mówiąc: „Za 20 lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”.
Więcej na ten temat
Więcej na ten temat
Czy warto ryzykować przeprawę przez Atlantyk bez doświadczenia żeglarskiego?
Komentarze
Brak komentarzy
Komentarze
Jeszcze nikt nie skomentował — napisz pierwszy 👇
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!