Pełny tekst
Na kilka godzin przed tym, jak peleton przemknie przez urokliwe francuskie miasteczka, trasę wyścigu opanowuje słynna La Caravane Publicitaire . To potężna, ciągnąca się na dystansie blisko 20 kilometrów parada pojazdów sponsorskich. Trudno nazwać je zwykłymi autami – to gigantyczne, mobilne platformy , wielkie maskotki i przemieszczające się, absurdalne konstrukcje, które przypominają karnawał przeniesiony na pirenejskie szosy.
Miałem okazję pokonać ten etap na dachu pojazdu wystawionego przez wieloletniego sponsora wyścigu – hotele Ibis. Z tej perspektywy Tour wygląda zupełnie inaczej – patrząc w dół widzi się niekończące się morze ludzi, którzy nierzadko od świtu koczują na poboczach . I robią to z uśmiechem na ustach, niezależnie od skrajnie trudnych warunków. Podczas tego konkretnego etapu termometry wskazywały niemal 40 stopni Celsjusza w cieniu .
Specyficzna kultura francuskiego kibicowania. Kartonowe tarcze i walka o łupy
Gdybym pierwszy raz zobaczył Francuzów dopiero na Tour de France, pomyślałbym, że to najszczęśliwszy naród na świecie. Byłem jednak w Paryżu, byłem w Tuluzie i wiem, że rzeczywistość wygląda nieco inaczej – jednak w czasie tego wyścigu wydarza się jakaś magia.
Co motywuje całe rodziny do stania w morderczym upale, uśmiechów i nieustających okrzyków? Niektórych przyciągają sportowe emocje, ale równie silnym magnesem są potocznie nazywane goodies . Jadąc w karawanie, pełnimy rolę zmotoryzowanych Świętych Mikołajów , którzy bezustannie rzucają w wielotysięczny tłum darmowe gadżety – od czapeczek, przez breloczki i koszulki, po przekąski. Przez wiele godzin.
Jak złapać darmowe gadżety?
Dla kibiców złapanie takiego przedmiotu to punkt honoru i doskonała zabawa. Francuzi wynieśli to do rangi prawdziwej sztuki . Aby zachęcić osoby na pojazdach do rzutu dokładnie w ich kierunku, budują specjalne konstrukcje i malują gigantyczne tarcze z kartonów . Machają transparentami, przygotowują podbieraki, przebierają się w niesamowite stroje i z całych sił wykrzykują nazwy marek jadących w konwoju. Z dachu auta Ibis wyglądało to jak jakaś wielka, zaaranżowana gra miejska.
Francuski pragmatyzm na poboczu wyścigu
Wielka Pętla – tak się zwykło potocznie nazywać się Tour de France – jest wyjątkowa. Z jednej strony podszyta jest miłością do narodowego sportu, a z drugiej – ujmującym pragmatyzmem . Bo nie ma w tym chęci zarobku – darmowa koszulka czy próbka jedzenia rzucona z pędzącego samochodu nie ma wielkiej wartości materialnej, ale stanowi fizyczny dowód uczestnictwa w tym historycznym wydarzeniu. To swoiste trofeum .
Dla lokalnych społeczności prowincjonalnej Francji przejazd Tour de France to często najważniejszy i najbarwniejszy dzień w roku. Karawana jest integralną częścią tego święta . Symbioza między wielkimi sponsorami a zwykłymi ludźmi stojącymi przy drodze uświadamiała mi, że ten wyścig to coś znacznie większego niż sport. To potężna instytucja kulturowa, która nawet w skrajnym, 40-stopniowym upale potrafi zjednoczyć setki ludzi wokół kartonowej tarczy i rzuconego z dachu gadżetu .
Ach, i najważniejsze. 4. Etap Tour de France 2026 wygrał Duńczyk, Mads Pedersen . Nie widziałem jednak, żeby dostał jakiekolwiek koszulki, smyczki czy czapeczki. A kibice owszem.
Źródło: National Geographic Polska
Nasz autor
Jonasz Przybył
Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Komentarze
Jeszcze nikt nie skomentował — napisz pierwszy 👇
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!