Pełny tekst
Amerykańskie Towarzystwo Medyczne uznało otyłość za chorobę w 2013 roku . Mimo to klasyfikacja wciąż budzi spory. W 2025 roku komisja ds. diabetologii i endokrynologii prestiżowego czasopisma naukowego „The Lancet” opublikowała raport, który miał precyzyjniej odróżnić otyłość „jako chorobę” od samego życia z nadmiarowymi kilogramami.
Prof. Carel le Roux , lekarz z University College Dublin i współautor raportu, mówi, że przekonanie lekarzy było trudne. Jednak jeszcze trudniejsze okazało się przekonanie pacjentów, ze względu na wewnętrzny wstyd i stygmatyzację, jaka dotyka osób z otyłością . Profesor opisuje pacjentów, którzy po raz pierwszy usłyszeli, że ich waga nie jest ich winą – choć to oni odpowiadają za leczenie jej skutków.
Co właściwie dzieje się w organizmie osoby z otyłością?
Objawy otyłości – nadmiar tkanki tłuszczowej, stałe uczucie głodu, zmiany w działaniu mózgu – są dobrze znane. Trudniej wskazać przyczynę. Naukowcy wciąż nie wiedzą, który narząd faktycznie odpowiada za tę chorobę .
Najwięcej wskazuje na mózg – a konkretnie na obszary regulujące tzw. masę adipocytów , czyli liczbę komórek tłuszczowych, które organizm „chce” utrzymać. Gdy ktoś odchudza się dietą, mózg broni zaprogramowanej masy ciała, co prowadzi do tzw. efektu jo-jo, czyli szybkiego odzyskania wagi. Prof. Le Roux porównuje to do wątroby, która po częściowym usunięciu odrasta do dawnej masy.
Leki, operacje bariatryczne czy terapia żywieniowa działające na mózg mogą trwale „przeprogramować” ten mechanizm . I to, zdaniem le Roux, przesądza o uznaniu otyłości za chorobę.
BMI to za mało
Do zeszłego roku otyłość definiowano niemal wyłącznie przez BMI – stosunek wagi w kilogramach do wzrostu w metrach podniesionego do kwadratu. Problem w tym, że BMI nie odróżnia umięśnionego sportowca od osoby z nadmiarem tkanki tłuszczowej. Nie sprawdza się też ludzi, których zdrowiu szkodzi ukryty głęboko tłuszcz trzewny, a BMI jest w granicach normy.
Komisja „The Lancet” zaproponowała więc definicję dwuskładnikową:
nadmiar tkanki tłuszczowej (mierzony skanem DEXA, BMI i obwodem ciała lub dwoma pomiarami obwodu)
obecność dysfunkcji narządów – czyli konkretnych objawów ograniczających codzienne funkcjonowanie, jak duszność, ból stawów czy zaburzenia metaboliczne. Raport wskazuje 18 takich schorzeń, choć z otyłością powiązano już ponad 200 powikłań.
Dlaczego definicja otyłości ma znaczenie dla pacjenta
Uznanie otyłości za chorobę zmienia sposób, w jaki lekarze traktują pacjentów . – Mogą nie lubić czyjegoś stylu życia, ale naszym zadaniem jest zostawić uprzedzenia za drzwiami – mówi prof. le Roux.
Badania prof. Shelly Russell-Mayhew z Uniwersytetu Calgary pokazują, że lekarze postrzegający otyłość jako chorobę rzadziej oceniają pacjentów moralnie i wykazują więcej empatii. – Prawdziwy problem polega na tym, że oceniamy ludzi za coś, nad czym nie mają pełnej kontroli – mówi uczona. Na wagę wpływa ponad sto czynników , a uwaga skupia się zwykle tylko na tych kilkunastu procentach, które da się kontrolować zmianą stylu życia.
Spór o granice diagnozy
Nie wszyscy zgadzają się z nowymi kryteriami . Sean Wharton, lekarz z Toronto, ostrzega, że ograniczenie listy powikłań do 18 schorzeń może dać ubezpieczycielom w USA pretekst do odmowy finansowania leczenia osobom z tzw. otyłością przedkliniczną – klasyfikowaną jako wskazanie do zmiany stylu życia, a nie do terapii.
Sam prof. le Roux przyznaje, że to niedoskonały początek, podyktowany też ograniczonym dostępem do drogich leków z grupy tzw. analogów GLP-1 (jak semaglutyd, znany powszechnie pod nazwą ozempic). Jego zdaniem za pięć lat definicja będzie znacznie precyzyjniejsza – bo to problem naukowy, nie definicyjny.
Źródło: National Geographic
Komentarze
Jeszcze nikt nie skomentował — napisz pierwszy 👇
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!