Na pokładzie kutra WWF: wyławianie "sieci widmo" z dna Bałtyku
Fundacja WWF Polska we współpracy z marką Novotel prowadzi wieloetapową operację usuwania "sieci widmo" z dna Morza Bałtyckiego. Proces obejmuje sonarowe mapowanie dna przez oceanografów, weryfikację przez nurków z kamerami oraz trudne wyciąganie splątanego plastiku na powierzchnię. Autor reportażu towarzyszył ekipie na etapie nurkowania weryfikacyjnego.
Pełny tekst
Miałem okazję na własne oczy zobaczyć, jak wygląda ratowanie Bałtyku w praktyce. Projekt, realizowany przez Fundację WWF Polska oraz markę Novotel, to wieloetapowa operacja rodem z morskiego thrillera. Jak się dowiaduję, inicjatywa ta stanowi polską odsłonę globalnych starań Novotelu na rzecz ochrony oceanów, wdrażanego we współpracy z WWF . Zanim nasza ekipa w ogóle pojawiła się na morzu, dno musiało zostać precyzyjnie zbadane i zmapowane podczas wykonywanych przez oceanografów rejsów sonarowych.
Zostałem zaproszony na drugi, weryfikacyjny etap misji. Moim zadaniem było towarzyszenie nurkom, którzy schodzą w głębiny , by z kamerą w ręku namierzyć cel, zanim w trzeciej fazie rozpocznie się ekstremalnie trudne podnoszenie zwałów morderczego plastiku na powierzchnię.
Śmiertelna pułapka poza zasięgiem wzroku i wielkie łowy
Zaraz po tym, jak nurkowie zniknęli w mrocznej wodzie , usiadłem na pokładzie z Sylwią Migdał-Leszczyńską , specjalistką ds. ochrony ekosystemów morskich WWF Polska. Chciałem zrozumieć, z czym właściwie tu walczymy. Pod powierzchnią kryje się tragedia , której nie widać z bałtyckich plaż.
– Rybacy po prostu łowiąc, często zahaczają o podwodne zaczepy , na przykład o wraki, których w polskiej części Bałtyku mamy bardzo dużo. Wtedy taka sieć się zrywa. Jeśli jest lekka i pojawia się fala, szybko przesuwa się w inne obszary. Kiedy już zawiśnie w toni, tworzy się z niej ogromna płachta – tłumaczy Migdał-Leszczyńska.
Problem polega na tym, że taka zgubiona sieć nie przestaje działać. Przeciwnie – rozpoczyna ciche, niekończące się łowy , stając się pułapką dla całego łańcucha pokarmowego.
– Przyłowią się w nią na przykład ryby, co jest z kolei zachętą dla foki, żeby te ryby wyjeść. Foka zbliża się do sieci i staje w obliczu ogromnego niebezpieczeństwa – często sama się w nią plącze. Te zwierzęta tam umierają . Kiedy sieć staje się zbyt ciężka od martwych organizmów, opada na dno. Ale gdy materia organiczna się w końcu rozłoży, sieć znowu unosi się w toni i zaczyna zabijać kolejny raz – wyjaśnia mechanizm zagrożenia specjalistka WWF.
Mnie ujęła szczególnie sytuacja morświnów , które odnawiają swoją populację na polskim wybrzeżu, a które – echolokując – nie mają szans na dostrzeżenie sieci.
Ekolodzy i rybacy grają do jednej bramki
Wokół działań ekologów narosło w internecie sporo mitów – najpopularniejszy z nich głosi, że inicjatywy proekologiczne uderzają w rybaków. Prawda, którą poznałem na pokładzie, jest zupełnie inna. Utrata narzędzi połowowych to dla rybaka wypadek przy pracy i gigantyczna strata finansowa , a nie celowe działanie.
Dlatego WWF od lat aktywnie współpracuje z lokalnymi społecznościami rybackimi. To często właśnie rybacy, doskonale znający kapryśność i topografię Bałtyku, zgłaszają miejsca, w których zerwali sprzęt , a nierzadko sami biorą czynny udział w akcjach wyławiania, udostępniając swoje kutry i wiedzę. Walka z sieciami widmo nie toczy się przeciwko nim – to nasz wspólny interes , by morze pozostało żywym, sprawnie funkcjonującym ekosystemem.
Technologia na tropie niewidzialnego wroga
Wyciągnięcie sieci na powierzchnię wymaga precyzyjnego planu. Projekt WWF i Novotelu podzielono na trzy kluczowe etapy:
Rejsy sonarowe (poszukiwania): Zanim na morze wypłyną nurkowie, dno jest skanowane za pomocą nowoczesnych sonarów pływających. Urządzenia te tworzą mapy akustyczne, wyłapując anomalie na dnie . Do analizy tysięcy zdjęć sonarowych powoli wkracza również sztuczna inteligencja.
Zejścia weryfikacyjne (mój etap): Sonar potrafi wskazać anomalię, ale dopiero oko człowieka jest w stanie ocenić, czy to faktycznie zalegająca sieć, jak bardzo jest wplątana we wrak i jakiego sprzętu potrzeba, by ją bezpiecznie usunąć.
Wyławianie (akcja właściwa): Dopiero w trzecim etapie, uzbrojeni w sprzęt i plan działania, nurkowie wracają na miejsce, by odciąć plastik od wraków i wysłać go na powierzchnię.
„Szaleńcy” ze spokojem w oczach – nurkowie z Ghost Diving Poland
Walka z tym niewidzialnym wrogiem wymaga zaangażowania ludzi o wyjątkowych predyspozycjach. Patrząc na ekipę ze stowarzyszenia Ghost Diving Poland , którzy w ramach wolontariatu wspierają Fundację WWF Polska , trudno nie czuć podziwu.
Obserwując ich przy pracy zastanawiałem się, co w nich jest aż tak magnetycznego . To chyba połączenie tej niesamowitej, żołnierskiej precyzji z jedną wspólną cechą – lekkim szaleństwem, ekscytacją w oczach , którą dostrzegłem tuż przed ich zejściem do wody. Darek Lutkiewicz , szef nurków z ponad 40-letnim stażem „pod wodą”, nie ma jednak złudzeń co do powagi sytuacji i misji, jaka im przyświeca.
– To, co jest pod wodą, nie jest dostępne dla każdego. Większość osób widzi po prostu piękny wrak, wszyscy są uśmiechnięci. A obok, zupełnie niezauważona, rozgrywa się tragedia zwierząt , które zaplątały się w pozostawione tam sieci. Chcemy ją pokazać i chcemy w jakiś sposób odwdzięczyć się naturze. Pod wodą mamy do siebie absolutne zaufanie. Wiemy, że nikt z nas nie ucieknie, gdy coś pójdzie nie tak – mówi z pasją Lutkiewicz. Dodaje, że dla nich wystarczającą nagrodą jest uratowanie choćby jednego zwierzęcia .
To nie jest rozrywka
Zejście do wraku obwieszonego tonami syntetycznych włókien, przy zerowej widoczności i temperaturze rzędu kilku stopni, to nie jest nurkowanie rekreacyjn e. To ciężka, fizyczna robota na granicy ryzyka. Potwierdza to Agnieszka Huszcza , najmłodsza członkini zespołu, dla której to jednak coś więcej niż tylko techniczne wyzwanie.
– W nurkowaniu wrakowym najważniejszy jest zespół. Schodząc pod wodę, musisz wiedzieć, że kolega będzie się tobą opiekował . Ale robimy to, bo dobrze jest… mieć wyższy cel. Dobrze mieć coś, co sprawi, że damy z siebie więcej – nie tylko po to, by spędzić ciekawie czas pod wodą, ale żeby środowisko mogło na tym realnie skorzystać – opowiada Agnieszka.
Drugie życie śmiercionośnego plastiku
Kiedy urobimy się na morzu, a wycięte z wraków sieci wreszcie trafią na ląd, pojawia się kolejny problem. Jak zaznacza WWF, wyłowienie sieci to tylko połowa sukcesu, ponieważ skuteczne przeciwdziałanie wymaga znalezienia rozwiązań systemowych również na brzegu . Rozkładający się plastik to odpady kategorii „End of Life” – potwornie trudne do przetworzenia, pełne ołowiu z ciężarków, zanieczyszczeń organicznych i morskiego osadu.
Fundacja współpracuje obecnie z instytutami naukowymi, by opracować systemowe metody recyklingu tego uciążliwego materiału . Cel jest jeden: bezpieczne dla środowiska i opłacalne zagospodarowanie zużytego sprzętu, tak by raz wyciągnięty z morza, nigdy więcej do niego nie wrócił . I żeby bardziej opłacało się oddać go do recyklingu, niż wrzucić do Bałtyku czy przechowywać w garażu.
Tak wiele zależy od Bałtyku
Na koniec rejsu wracam myślami do rozmowy z Jakubem Milczarkiem , dyrektorem działu ochrony przyrody WWF Polska. Jak słusznie zauważył, Bałtyk to klimatyzator dla całej Polski . Bez zdrowego morza, czystej wody i tętniących życiem podwodnych łąk, odczujemy skutki kryzysu klimatycznego ze zdwojoną siłą. Widząc pasję nurków i organizatorów na pokładzie kutra , mam jednak pewność – nasz błękitny klimatyzator jest w dobrych rękach. Musimy pomagać im ze wszystkich sił i cieszę się, że mogłem zobaczyć ich przy pracy . I wam o tym opowiedzieć.
Działania na Bałtyku wpisują się w szerszy Plan Pozytywnego Wpływu, realizowany przez głównego partnera akcji – sieć Novotel. Jak podkreśla Jean-Yves Minet, Global Brand President Novotel, budowanie świadomości to klucz do trwałej zmiany . Hotele tej sieci mają rocznie kontakt z milionami gości , co stanowi potężne narzędzie do edukacji i angażowania społeczeństwa w ratowanie morskich ekosystemów.
Źródło: National Geographic Polska
Nasz autor
Jonasz Przybył
Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Czy firmy komercyjne jak Novotel powinny finansować ekologiczne akcje takie jak wyławianie sieci widmo?
Komentarze
Brak komentarzy
Komentarze
Jeszcze nikt nie skomentował — napisz pierwszy 👇
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!