Vibrio vulnificus zagraża plażowiczom — Morze Śródziemne się ociepla
Morze Śródziemne ociepla się ok. 20% szybciej niż wynosi światowa średnia oceaniczna, co sprzyja namnażaniu się bakterii Vibrio vulnificus w przybrzeżnych wodach. Drobnoustrój może powodować martwicze zapalenie powięzi rozwijające się błyskawicznie. Największe ryzyko dotyczy osób z osłabioną odpornością, chorobami wątroby lub otwartymi ranami.
Pełny tekst
Morze Śródziemne ociepla się około 20% szybciej niż wynosi światowa średnia oceaniczna. Dla turystów oznacza to cieplejszą wodę, ale dla ekosystemu – zaburzenie równowagi, która przez lata utrzymywała zagrożenia biologiczne w ryzach.
Mięsożerny Vibrio to sygnał ostrzegawczy z głębin
W mediach bakterie te często określane są mianem „mięsożernych”, co wywołuje zrozumiały lęk. Rzeczywistość jest jednak bardziej złożona. Vibrio to naturalnie występujące w wodach słonawych drobnoustroje . Większość ich szczepów jest dla człowieka całkowicie nieszkodliwa, jednak niektóre, jak Vibrio vulnificus , mogą wywoływać poważne infekcje.
Zagrożenie dotyczy przede wszystkim osób z osłabioną odpornością, chorobami wątroby lub szczególnie z otwartymi ranami, przez które bakterie mogą wniknąć do organizmu . Infekcja może prowadzić do martwiczego zapalenia powięzi – rozwija się ono błyskawicznie, w ciągu kilku godzin lub dni – co wymaga natychmiastowego usunięcia martwych tkanek przez operację. Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC) ostrzega, że w tym sezonie ryzyko infekcji jest podwyższone , szczególnie w płytkich, mocno nagrzanych wodach przybrzeżnych.
Kiedyś te bakterie występowały najczęściej w Bałtyku
Dlaczego bakterie Vibrio vulnificus stają się problemem i dlaczego właśnie teraz? Wystarczy spojrzeć na dwa kluczowe warunki niezbędne do ich rozwoju: wysoką temperaturę oraz niskie zasolenie wody . Pomagają obecnie trwające fale upałów .
Historycznie to nie południe Europy, lecz wybrzeża Bałtyku i Morza Północnego notowały największe ryzyko występowania groźnego szczepu Vibrio vulnificus . Wynika to z faktu, że akweny te są z natury mało słone . Gdy podczas letnich fal upałów ich wody mocno się nagrzewały, stawały się idealnym inkubatorem.
Z kolei Morze Śródziemne przez lata było przed tą bakterią świetnie chronione. Jego naturalnie wysokie zasolenie działało jak tarcza , uniemożliwiając drobnoustrojom namnażanie się, nawet pomimo sprzyjających, wysokich temperatur. Obecnie jednak ta bariera ochronna zaczyna słabnąć na skutek gwałtownych zaburzeń pogodowych.
Czy Morze Śródziemne staje się coraz mniej słone?
Nie. Paradoks polega na tym, że w skali makro całe Morze Śródziemne staje się wręcz bardziej słone na skutek silnego parowania. Zagrożenie powstaje jednak w lokalnych, przybrzeżnych anomaliach . Ekstremalne zjawiska pogodowe, czyli np. gwałtowne ulewy następujące po długich okresach suszy, powodują spływanie ogromnych mas słodkiej wody z lądu bezpośrednio do morza .
Ponieważ słodka, ciepła woda spływająca z lądu jest lżejsza od słonej wody morskiej, utrzymuje się na samej powierzchni – tam, gdzie pływają turyści. Zjawisko to, potęgowane w płytkich lagunach i przy ujściach rzek, tworzy powierzchniową, ciepłą i słodką pułapkę . W takich punktowych strefach wysokie zasolenie całego akwenu przestaje wystarczać, dając bakteriom idealne środowisko do namnażania .
Nie tylko bakterie. Kryzys wodny na wyspach
Zmiany klimatu to nie tylko wyższa temperatura morza, ale i niewydolność infrastruktury turystycznej. Na wielu greckich wyspach – np. na Alonissos czy Tinos – wprowadzono stan wyjątkowy z powodu drastycznych niedoborów wody pitnej .
Problem jest systemowy – podczas gdy stała populacja wyspy liczy kilka tysięcy osób , w szczycie sezonu przyjmuje ona dodatkowo dziesiątki tysięcy turystów . Statystyczny urlopowicz zużywa dziennie nawet cztery razy więcej wody niż mieszkaniec wyspy , co przy obecnych upałach doprowadza sieci wodociągowe do punktu krytycznego.
Władze ratują sytuację, wynajmując mobilne maszyny odsalające wodę morską, jednak jest to wyłącznie kosztowne rozwiązanie doraźne. Dla lokalnych społeczności wybrzeże nie jest bowiem tylko elementem ekonomii – ono jest tą ekonomią. Wyzwaniem na najbliższe lata nie będzie całkowita rezygnacja z podróżowania, ale wybieranie chłodniejszych kierunków i wymuszenie systemowych inwestycji w infrastrukturę, zanim ekstremalne zmiany klimatyczne na stałe zniszczą europejskie kurorty .
Eksperci podkreślają, że „mięsożerne” bakterie są tylko reprezentacją zjawiska znacznie szerszego. Morze Śródziemne stało się poligonem doświadczalnym dla skutków globalnego ocieplenia .
Źródło: Euronews.com , TimeOut
Nasz autor
Jonasz Przybył
Redaktor i dziennikarz związany wcześniej m.in. z przyrodniczą gałęzią Wydawnictwa Naukowego PWN, autor wielu tekstów publicystycznych i specjalistycznych. W National Geographic skupia się głównie na tematach dotyczących środowiska naturalnego, historycznych i kulturowych. Prywatnie muzyk: gra na perkusji i na handpanie. Interesuje go historia średniowiecza oraz socjologia, szczególnie zagadnienia dotyczące funkcjonowania społeczeństw i wyzwań, jakie stawia przed nimi XXI wiek.
Czy zagrożenie bakteriami Vibrio powinno skłonić władze do zamykania plaż?
Komentarze
Brak komentarzy
Komentarze
Jeszcze nikt nie skomentował — napisz pierwszy 👇
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!