Pełny tekst
W przeciwieństwie do Kenii, gdzie na brzegach rzeki w Masai Mara staje sznur jeepów wypełnionych turystami z teleobiektywami, nad polskimi stawami można to cudowne zjawisko obserwować jedynie wśród śpiewu ptaków i rechotu żab. Dwa razy dziennie, z właściwą przyrodzie regularnością, widowisko toczy się bez udziału tłumów .
Wiosenne migracje jeleni
Dolinę Baryczy większość z nas kojarzy przede wszystkim z unikatową ornitofauną oraz widowiskowym jesiennym rykowiskiem, gdy potężne byki jeleni brodzą pośród żurawi. Wiosną przyroda serwuje tu jednak swój inny, niezapomniany spektakl. W rolach głównych występują łanie oraz ich nowo narodzone cielęta.
Ich dobowa rutyna jest podporządkowana surowym zasadom bezpieczeństwa. Jelenie dzień spędzają na odizolowanych od stałego lądu wyspach , gdzie młode są bezpiecznie ukryte przed drapieżnikami i ludźmi. Wieczorem ogromna, licząca ponad 100 osobników chmara rusza na okoliczne łąki, by się posilić, a przed świtem wraca tą samą drogą do swojej bezpiecznej enklawy.
Odkryłem to zjawisko po wielu latach regularnego odwiedzania Stawów Milickich . Pewnego wieczora, gdy siedziałem nad stawem zachwycając się muzyką natury odgrywaną przez żaby i wodne ptactwo, zobaczyłem sznur łań przecinający lustro wody . Kolejne powroty nad ten staw potwierdziły fascynującą regularność ich zachowania.
Jak zobaczyć przejście łań z cielętami przez stawy
Aby to udokumentować, trzeba dostosować się do rytmu natury. Na miejscu pojawiam się około godziny 18:30. Zostawiam kampera na parkingu. Siadam na brzegu i po prostu czekam, zatapiając się w niezwykłym koncercie przyrody – chórze żab, odgłosach ptaków i szumie trzcin.
Zwierzęta pojawiają się na skraju szuwarów . Czasami z gęstwiny wyłania się pojedyncza łania, innym razem matka prowadząca blisko siebie młode. Najbardziej spektakularne są jednak momenty, gdy na brzegu gromadzi się duża grupa kilkudziesięciu osobników . Przez chwilę panuje tam poruszenie, widać biegające i skaczące cielęta. W końcu najbardziej doświadczona licówka decyduje się na krok w stronę otwartej wody. Gdy tylko rusza naprzód, reszta chmary bez wahania podąża za nią.
View Gallery on the source website
Początkowo brodzą, ale woda szybko staje się głęboka. Cielęta – jako najmniejsze w stadzie – niemal natychmiast muszą zacząć płynąć. Zadziwiające jest to, jak doskonale radzą sobie z tym wyzwaniem praktycznie od pierwszych dni życia. Gdy całe stado dociera na drugi brzeg, następuje charakterystyczny moment otrzepywania się z wody . Zimno, sięgające niekiedy zaledwie 5 stopni Celsjusza, zdaje się nie robić na jeleniach najmniejszego wrażenia. Po przejściu chmary na stawie zostają już tylko ptaki, a ja kładę się spać, by za kilka godzin powtórzyć cały proces.
Szansa na wyjątkowe zdjęcia
Poranny (a właściwie nocny) budzik dzwoni o 3:15. Przed 4:00 rano, gdy wokół panuje jeszcze szarówka, siedzę na brzegu. Pomiędzy czwartą a piątą spektakl zaczyna się na nowo , tym razem w przeciwnym kierunku. Rano jelenie są przeważnie bardziej zorganizowane, idą zwartą, potężną grupą . Zanim wejdą do wody, widać je z daleka, jak majestatycznie przemieszczają się wzdłuż ściany trzcin. To znak, że za około piętnaście minut rozpocznie się główna przeprawa.
Wizualnie i emocjonalnie to najpiękniejsza część dnia. Jeśli fotografowi dopisze szczęście, nad wodą unosi się gęsta mgła , a w tle słychać klangor żurawi i donośne głosy łabędzi krzykliwych . Ta naturalna symfonia w połączeniu z widokiem płynących jeleni tworzy mistyczny, wręcz nierealny obraz. Po kilkunastu minutach chmara znika na wyspie i znowu zapada cisza. Aż do wieczora.
To nasza rodzima, codzienna Wielka Migracja. Spektakl ukryty wśród Stawów Milickich, wymagający zarwania nocy i ogromnego szacunku do dzikiego życia.
Komentarze
Jeszcze nikt nie skomentował — napisz pierwszy 👇
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!