Kobiety mogły być pierwszymi władcami starożytnego Ur
Wykopaliska na królewskim cmentarzysku w Ur prowadzone przez Leonarda Woolleya w latach 1926–1934 ujawniły pochówki kobiet wyposażone jak groby królów. Przykład królowej Puabi sugeruje, że kobiety mogły sprawować władzę królewską w jednym z najstarszych miast świata ponad 4000 lat temu. Nowe interpretacje tych znalezisk podważają tradycyjny pogląd, że monarchia była wyłącznie domeną mężczyzn.
Spis treści:Kobiety pochowane jak królowiePotęga miasta UrKrólowa – a może król – Puabi„Pieczęć nie może należeć do niej"Królowa królowychStarożytne miasto Ur, wyrastające z równin aluwialnych południowej Mezopotamii na terenie współczesnego Iraku, rozkwitło ponad 4000 lat temu. Było to jedno z najwcześniejszych miast na świecie, ze scentralizowaną władzą. Jego władcy kontrolowali rozległe sieci handlowe, wznosili monumentalną architekturę i nadzorowali złożone instytucje religijne. Ur było nieprzerwanie zamieszkane przez ponad trzy tysiąclecia, zanim rzeka Eufrat zmieniła bieg, a pustynia pochłonęła miasto. Władcy Ur stanowią jedne z najstarszych świadectw monarchii – pełnej przepychu, ale i przemocy.Kobiety pochowane jak królowieKiedy brytyjski archeolog Leonard Woolley prowadził wykopaliska na królewskim cmentarzysku w Ur w latach 1926–1934, odkrył pochówki po brzegi wypełnione kosztownościami. Grobowce przepełniały złote i srebrne naczynia, cenna biżuteria oraz rzeźbione pieczęcie, które pełniły funkcję podpisów elit. Bardziej ponure było świadectwo składania ofiar z ludzi: dziesiątki służących, ubranych w bogate dworskie stroje, ułożono niczym w teatralnej scenie – jedna z kobiet wciąż miała palce zaciśnięte na strunach harfy.Dokumentując wyposażenie grobowe i szczątki szkieletów, datowane na okres między 2600 a 2450 rokiem p.n.e., Leonard Woolley odnotował także kilka osobliwych znalezisk. Jeden szkielet, złożony wraz z bronią, wydawał się należeć do kobiety. Inny z kolei, również zidentyfikowany jako należący do kobiety, otoczony był rytualnymi insygniami władzy – w tym złotymi sztyletami, koronami, diademami, królewskimi pieczęciami cylindrycznymi, kamienną architekturą oraz ciałami ofiar złożonych z ludzi. Ponadto niektóre inskrypcje zrodziły poważne pytania o status społeczny i realną władzę kobiet.Kim były tajemnicze kobiety z grobowców?Niektóre z najbardziej okazałych pochówków zdawały się należeć do kobiet, a chowano je w sposób, który pierwsi archeolodzy zwykle kojarzyli z królami. Tylko trzy spośród 16 królewskich grobowców na tym cmentarzysku zawierały męskie szczątki, które mogły należeć do głównych pochowanych tam osób (a nie do ofiar). Groby te wyróżniały się jako „wyraźnie mniejsze od pozostałych grobowców królewskich, a ich wyposażenie było dalekie od przepychu” – pisał P.R.S. Moorey, archeolog, który opisywał te odkrycia w latach 80. XX wieku.Leonard Woolley i badacze, którzy poszli jego śladem, zakładali, że kobiety pochowane w tych królewskich grobach były małżonkami władców, a ich mężowie – choć ich fizyczne szczątki zaginęły – byli mężczyznami poświadczonymi jako królowie w tekstach z okresu wczesnodynastycznego, pochodzących spoza królewskiego cmentarzyska. Przekonanie, że wczesna władza królewska w Mezopotamii była z natury męska, było powszechne i na każdym kroku kierowało interpretacją znalezisk archeologicznych. Uważano, że kobiety po prostu nie mogły rządzić Ur.Męski punkt widzenia archeologii sprzed stu latA co, jeśli było inaczej? Archeologię kształtują pytania, które zadaje; zmiana tych pytań może czasem prowadzić do radykalnie odmiennych interpretacji dowodów. Tak było w przypadku Człowieka z Kości Słoniowej – osoby o wysokim statusie z epoki miedzi na Półwyspie Iberyjskim – którego przemianowano na Kobietę z Kości Słoniowej po tym, jak zaawansowana analiza DNA wykazała, że była kobietą.Podobnie najnowsze ponowne analizy naukowe ujawniły, że niektóre groby starożytnych wojowników na świecie należały do kobiet, które początkowo błędnie uznano za mężczyzn. Amy Gansell, profesorka na Saint John’s University, zwraca uwagę, że narracja Leonarda Woolleya pełna jest „błahych, przestarzałych i czasem stronniczych założeń”. Wiele z tych założeń zostało „utrwalonych” i „przekazywanych jako zwykłe fakty, zwłaszcza gdy [opowieści Woolleya] przenikały przez w większości męskie środowisko archeologów, profesorów archeologii i kuratorów”. Jedna z pieczęci cylindrycznych mogła na przykład wskazywać kobietę o imieniu A-su-sikil-am jako główną władczynię (lugal), a jej męża jako jej małżonka.Nowe spojrzenie na pochówki z UrNiezależna archeolożka Kathleen McCaffrey, specjalizująca się w problematyce płci i religii na starożytnym Bliskim Wschodzie, zadaje inne pytanie dotyczące pochówków w Ur. Ponownie analizuje materiał archeologiczny w świetle postępów, jakie dokonały się w tej dziedzinie w ciągu ostatniego stulecia – w tym innowacji w technologiach kryminalistycznych oraz rosnącego dorobku badań nad płcią w tamtym okresie.Co się dzieje, gdy przestajemy wymagać, by dowody pasowały do oczekiwań archeologów XX wieku? Kathleen McCaffrey i inni badacze ponownie przyglądają się znaleziskom w dziedzinie, która przez długi czas traktowała kobiety raczej jako bierne niż aktywne uczestniczki dawnych kultur. Pytanie, dlaczego niektóre sumeryjskie kobiety chowano jak królów, ma zdaniem Kathleen McCaffrey dość prostą odpowiedź: „Bo były królami”.Potęga miasta UrUr, jedno z pierwszych miast na świecie, zostało założone około 3800 roku p.n.e. w pobliżu żyznej delty, gdzie rzeka Eufrat uchodziła wówczas do Zatoki Perskiej, co zapewniało mu doskonałą lokalizację portową. Będąc częścią cywilizacji Sumerów – sieci miast-państw dzielących te same praktyki kulturowe i wierzenia religijne – Ur wyróżniało się jako potężne centrum handlowe.Do miasta-państwa napływały towary luksusowe: lazuryt sprowadzany z północno-wschodniego Afganistanu, czysta miedź z Omanu oraz lśniące srebro z Turcji i zachodniego Iranu. W samym sercu miasta wznosił się potężny ziggurat, czyli schodkowa świątynia dedykowana bogu księżyca. Podobnie jak wszystkie sumeryjskie miasta-państwa tamtej epoki, Ur było teokracją. Władza polityczna i religijna były ze sobą nierozerwalnie związane, a władcy czerpali legitymizację bezpośrednio od bogów, którym służyli. Świątynia nie była jedynie instytucją religijną – stanowiła główną siłę gospodarczą i polityczną, kontrolując ogromne obszary ziemi i zasoby.Rola kapłanek w UrTo splecenie władzy boskiej i ziemskiej stworzyło warunki, które mogły ułatwić kobietom dostęp do władzy w Ur. Zapiski z okresu wczesnodynastycznego są rzadkie, ale wiemy, że w późniejszym Sumerze opiekuńcze bóstwo każdego miasta mogło zostać rytualnie zaślubione z człowiekiem przeciwnej płci, który stawał się wówczas jego arcykapłanem lub arcykapłanką. W każdym mieście-państwie była to pozycja o ogromnych wpływach religijnych, politycznych i ekonomicznych, a arcykapłanki z Ur dominują w zachowanych źródłach historycznych.Funkcja arcykapłanki była bez wątpienia najpotężniejszym stanowiskiem, jakie kobieta mogła piastować w starożytnym Sumerze, a rola ta przetrwała przez ponad 500 lat. Jedna z kapłanek w Ur, żyjąca w erze sargońskiej (ok. 2334–2150 p.n.e.) kobieta imieniem Enheduanna, napisała wpływowe teksty, które są czytane do dziś – co stanowi zdumiewające świadectwo jej trwałego wpływu politycznego i kulturowego.Czy Mezopotamia na pewno była patriarchalna?Dr Julia Asher-Greve, badaczka zajmująca się archeologią Bliskiego Wschodu, pisała, że „istnieją podstawy, by wątpić, iż sumeryjska struktura społeczna była ściśle patriarchalna, ponieważ możliwe było dziedziczenie przez linię żeńską, a kobiety zajmowały wysokie stanowiska w państwie, gospodarce i kulcie, mogły stać na czele rodziny i miały znaczące prawa”.Choć prawa i status kobiet różniły się w zależności od regionu i zmieniały na przestrzeni stuleci, dr Julia Asher-Greve opisywała ten okres jako „złoty wiek kobiet”. Twierdziła, że w dziejach Mezopotamii to właśnie okres wczesnodynastyczny „dostarczył tak bogatego i zróżnicowanego materiału dotyczącego kobiet. W źródłach pisanych wymienia się z imienia liczne kobiety o różnym statusie społecznym; są one także przedstawiane na reliefach, pieczęciach i innych przedmiotach albo w formie posągów”.Kolejnych dowodów na obecność kobiet u władzy dostarczają ich tytuły: nin i en. Dr Julia Asher-Greve zauważała, że niektórzy badacze sugerują, iż kobiety noszące tytuł nin mogły rządzić samodzielnie. Pogląd ten podziela Kathleen McCaffrey. Tytuł en miał zarówno znaczenie polityczne, jak i religijne. Początkowo wyróżniał najwcześniejszych sumeryjskich władców, a później oznaczał arcykapłanów i arcykapłanki wielkich świątyń Sumeru. Język sumeryjski nie ma rodzaju gramatycznego, a en jest jednym słowem oznaczającym kapłana lub kapłankę, niezależnie od płci.Kobiety Ur jako boski i ziemski autorytetTe wątki układają się w obraz społeczeństwa, w którym kobiety mogły być akceptowane jako główne władczynie, wspierane zarówno przez boski, jak i ziemski autorytet, oraz chowane z dobrami odzwierciedlającymi ich status.Kathleen McCaffrey postanowiła ponownie przyjrzeć się grobowcom w Ur po tym, jak na pobliskim stanowisku z epoki brązu Umm el-Marra odkryto kobiety pochowane z przedmiotami tradycyjnie uznawanymi za męskie, takimi jak broń i męskie nakrycia głowy. Znalezisko okazało się przełomowe i skłoniło archeolożkę do ponownego rozważenia niespójności, które Leonard Woolley dostrzegł między grobowcami elitarnych kobiet i mężczyzn pochowanych na królewskim cmentarzysku. W trakcie tej analizy szczególnie wyróżniły się trzy kobiety: królowa Puabi, nieznana z imienia królowa pochowana w Grobowcu Królewskim 1054 oraz królowa A-su-sikil-am.Królowa – a może król – PuabiRoszczenie Puabi do władzy jest najbardziej widoczne. Choć tysiąclecia późniejszych pochówków naruszających wcześniejsze groby, rabunków oraz niszczącego działania środowiska odcisnęły swoje piętno na królewskim cmentarzysku w Ur, grób Puabi jest najbardziej okazałym z tych, które przetrwały w nienaruszonym stanie.Leonard Woolley opisywał jej komorę grobową jako wypełnioną „zdumiewającym bogactwem darów: naczyń ze złota, srebra, miedzi i gliny, a także z takich minerałów jak biały kalcyt, steatyt, obsydian i lazuryt; srebrnych głów lwic stanowiących niegdyś element mebla, złotych rurek do picia, złotych pił i dłut oraz inkrustowanej planszy do gry”.Spektakularny grobowiec drobnej królowejW komorze grobowej spoczywała sama Puabi – drobna kobieta mająca niespełna półtora metra wzrostu, która zmarła w wieku około 40 lat. Od czubka głowy aż po kolana Puabi była okryta złotem i kamieniami szlachetnymi. Jej nakrycie głowy składało się z setek starannie wykonanych elementów. Długie, wijące się złote wstęgi tworzyły podstawę dla kilku wieńców z delikatnych złotych liści i kwiatów z kamieni szlachetnych.Tuż nad oczami połyskiwał diadem z nachodzących na siebie złotych pierścieni, a a misterny złoty grzebień zdobiło siedem złotych rozet, które drżałyby przy każdym jej ruchu. Miała na sobie również wyjątkową pelerynę wykonaną w całości z koralików: długie sznury złota, srebra, agatu, karniolu i lazurytu lśniły i mieniły się wokół jej sylwetki. Dodatkowo zdobiły ją szpile, kolczyki, bransolety, pierścienie na każdym palcu, szeroki pas ze złota i lapis lazuli, a nawet podwiązka ze złota i kamieni szlachetnych zawiązana na kolanie.U jej boku znaleziono złote sztylety oraz kilka pieczęci cylindrycznych. Jedna z nich nosiła jej imię i królewski tytuł, który miał jej towarzyszyć w zaświatach. Podobnie jak innych członków rodziny królewskiej spoczywających na tym cmentarzysku, także Puabi do życia pozagrobowego odprowadzono poprzez ofiary z ludzi. W jej komorze grobowej spoczywało troje ludzkich towarzyszy, a kolejnych 21 osób złożono w przylegającym dole śmierci.Wyposażenie grobowca PuabiDół śmierci przedstawiał starannie zaaranżowaną scenę. Pięciu mężczyzn z miedzianymi sztyletami zdawało się strzec rampy wejściowej. Dwa woły ciągnące rydwan, w towarzystwie pięciu ludzi, zajmowały centralną część dołu, podczas gdy jeszcze jeden mężczyzna najwyraźniej pilnował garderoby, z której wysypywały się złote i srebrne misy oraz czary, srebrne lwie głowy i inkrustowana muszlą szkatułka na kosmetyki. Po przeciwnej stronie dołu szkielety dziesięciu kobiet siedziały w dwóch równych rzędach, każda w ozdobnym nakryciu głowy, a niektóre z nich trzymały instrumenty muzyczne.Pod wrażeniem przepychu grobowca Woolley zauważył, że „bogactwo dołu śmierci przylegającego do »Grobu Króla« było niczym w porównaniu z tym”. Późniejsi badacze szukali wyjaśnień, które mogłyby uzasadnić, dlaczego kobieta ta otrzymała tak wystawny pochówek. – Czy kobiety w tych grobach zawsze były królewskimi żonami, czy też wśród kobiet z rodu królewskiego istniała jakaś inna ranga, która uprawniała je do pochówku wraz z ofiarami? – zastanawiał się jeden z badaczy pod koniec lat 70.Puabi była królewską żoną, czy rządziła samodzielnie?Choć zespół Leonarda Woolleya jako pierwszy odnotował, że pieczęć cylindryczna Puabi podawała jej imię i tytuł, ale nie wspominała o mężu, badacze ci nie wydawali się przypisywać temu pominięciu szczególnego znaczenia. Zamiast tego wysunęli hipotezę, że mąż Puabi był owym zaginionym królem z sąsiedniego grobu, nazwanego „Grobem Króla”. Od tamtego czasu naukowcy zaproponowali liczne teorie mające wyjaśnić tę zagadkę, argumentując na różne sposoby: że Puabi była żoną króla, którego nie wymieniono na jej pieczęci (wskazywano wielu różnych kandydatów na męża), arcykapłanką poślubioną bogu księżyca lub – co sugerują nowsze badania – że mogła rządzić samodzielnie.Od 2008 roku Kathleen McCaffrey nadała tej debacie nowy kierunek, argumentując, że Puabi mogła być główną władczynią, ważną postacią religijną i żoną, a żadna z tych ról nie musiała ograniczać jej zdolności do pełnienia pozostałych. Kolejny dowód wskazujący na możliwe sprawowanie władzy znaleziono na pieczęci Puabi, która nosiła tytuł nin. Często tłumaczono go jako „królowa” lub „pani”, ale – co kluczowe – mógł on również oznaczać niezależnego władcę, żonę władcy albo tytuł męskich bóstw, co sugeruje, że sam w sobie oznaczał autorytet, a nie relację z mężczyzną.Kathleen McCaffrey odczytuje nin Puabi jako oznaczenie władzy, nie małżeństwa. Zwraca ponadto uwagę, że „w największych królewskich pochówkach nie odnaleziono głównych zmarłych, a choć w przypadku najwspanialszych grobowców z Ur zawsze domyślnie zakładano obecność mężczyzny, przepych komory Puabi nie wspiera tego założenia”.Wielka zagadka cmentarzyska w UrW większości elitarnych pochówków na królewskim cmentarzysku w Ur brakuje jednoznacznych szczątków głównej pochowanej osoby, co pozostawia płeć zmarłych kwestią otwartą. Tak zwany Wielki Dół Śmierci, masowy pochówek na królewskim cmentarzysku, zawierający największą liczbę ofiar z ludzi – łącznie 73 – pierwotnie przypisywano królowi, którego komora grobowa miała zostać zniszczona już w starożytności. Niedawno antropolożka Aubrey Baadsgaard przekonująco argumentowała jednak, że główny pochówek należał do kobiety, odróżniającej się od otaczających ją ofiar przepychem biżuterii i wyposażenia grobowego, a nie przylegającą komorą pochówkową. Dalsze badania tej teorii przeprowadzone przez archeologa Richarda Zettlera ujawniły inskrypcję na pieczęci cylindrycznej, która może łączyć tę kobietę z potężnym urzędem kapłańskim, dostarczając kolejnego dowodu na to, że to kobiety otrzymywały najbardziej wystawne pochówki na tym cmentarzysku.„Pieczęć nie może należeć do niej”Imię drugiej potencjalnej władczyni pozostaje nieznane, ale jej wczesnodynastyczny grób z królewskiego cmentarzyska w Ur, Grobowiec Królewski 1054, Leonard Woolley opisał jako „najpełniejszy zachowany przykład królewskiego grobowca”. Centralna postać pochowana w tym niezwykłym grobie trzymała w dłoniach złoty kubek i była bogato ozdobiona złotem oraz klejnotami w tym samym stylu co Puabi.Podobnie jak Puabi, również ona została pochowana ze znaczącymi pieczęciami cylindrycznymi, w tym jedną wykonaną z litego złota, przymocowaną do jej szaty wyjątkową złotą szpilą z karneolem. Gdy Leonard Woolley otwierał grób, odkryto dwa sztylety oraz pieczęć z inskrypcją „Król Mes-kalam-dug”. Archeolog odnotował swoje zdumienie tym znaleziskiem, pisząc, że „skoro główną osobą pochowaną w kopułowym grobowcu jest kobieta, pieczęć nie może należeć do niej”.Archeologiczne uprzedzeniaJak zauważa Kathleen McCaffrey, wyjaśnienie Leonarda Woolleya pozostało w dużej mierze niepodważone, co w jej ocenie jest niezwykle wymowne. Zamiast tego naukowcy spierali się o jego sugestię, jakoby pieczęć była darem grobowym od męża zmarłej kobiety. Jedni tę koncepcję przyjmowali, inni odrzucali. Żaden z nich nie zakwestionował jednak samego założenia, że skoro główną osobą w grobowcu była kobieta, to królewska pieczęć i sztylety nie mogły być jej własnością.Kathleen McCaffrey argumentuje, że tam właśnie kryje się uprzedzenie. Jeśli wyjdzie się z założenia, że tylko mężczyźni mogą posiadać królewskie pieczęcie, wówczas królewska pieczęć w grobie kobiety staje się jedynie nienależącą do tego miejsca własnością mężczyzny. To z kolei po cichu przenosi ciężar dowodu na każdego, kto chciałby przypisać jej własność kobiecie.Męska pieczęć w kobiecym grobieImię na pieczęci – Mes-kalam-dug – dodatkowo komplikuje cały obraz. Odnaleziono je bowiem w dwóch różnych grobach na tym cmentarzu: w opisywanym grobowcu królewskim, gdzie towarzyszył mu tytuł królewski, oraz w prywatnym grobie, gdzie tego tytułu brakowało. Badacze, w tym sam Leonard Woolley, sugerowali, że mowa tu o dwóch różnych osobach – z których jedna była królem, a druga niepochodzącym z rodu królewskiego imiennikiem tego władcy – jednak kwestia ta była przedmiotem ożywionej dyskusji na przestrzeni ostatniego stulecia.Jeśli zaś chodzi o to, jak pieczęć męskiego króla znalazła się w grobowcu kobiety, Kathleen McCaffrey zauważa, że przed pochówkiem mogła ona krążyć przez pokolenia jako pamiątka rodowa. Istotnie, kilka grobów na cmentarzu królewskim zawierało przedmioty, które dla grzebanych z nimi ludzi miały charakter historyczny, a nawet starożytny, jako że składanie do grobów pamiątek rodowych było w tamtym okresie powszechną praktyką w pochówkach elity. Nieznanej królowej towarzyszyło również czworo dworzan, co stanowiło odzwierciedlenie jej władzy nad życiem innych ludzi.Ostatnia z wielkich królowychOstatnią z potencjalnie suwerennych królowych jest A-su-sikil-am. Świadectwa jej istnienia przetrwały w dotkliwie splądrowanym i zniszczonym Grobowcu Królewskim 1050, gdzie jej imię znaleziono wyryte na pieczęci cylindrycznej obok imienia jej męża. Ta nietypowa inskrypcja została opatrzona przypisem przez tłumacza z 1934 roku ze względu na swoją osobliwość: „Jeśli kolumny tekstu będą czytane w zwykły sposób [...] otrzymujemy zapis: A-su-sikil-am król Ur; A-kalam-dug [jego/jej małżonek]. Powinniśmy jednak oczekiwać, że to A-kalam-dug będzie imieniem króla, a A-su-sikil-am [...] imieniem królewskiej kapłanki”. Tłumacz doszedł do wniosku, że starożytny skryba musiał popełnić kilka błędów podczas pisania i że tekst – choć wyryty z wielką precyzją – należy czytać na przemian, mieszając wersy i zmieniając ich kolejność, tak aby męskie imię mogło zostać powiązane z tytułem władcy.Kathleen McCaffrey sugeruje, że inskrypcja na tej pieczęci cylindrycznej – cennym przedmiocie, nad którym pracowali wyłącznie najzdolniejsi artyści i skrybowie – oznacza dokładnie to, co jest w nim napisane: A-su-sikil-am była głównym władcą, jej mąż zaś pełnił jedynie funkcję małżonka, a nie panującego króla.– Co jest bardziej prawdopodobne? – pyta McCaffrey: to, że królewski skryba błędnie zapisał imiona i tytuły swoich władców, czyli dwóch najpotężniejszych osób w Ur, czy to, że współcześni uczeni nagięli swoje tłumaczenia?Królowa królowychWoolley nazwał jeden z grobowców „Grobem Króla”, choć nigdy nie odnaleziono w nim ani króla, ani nawet inskrypcji, która by o nim wspominała. Komora grobowa królewskiej osoby została splądrowana, a szczątki szkieletu zaginęły lub zostały zniszczone tysiące lat temu. Ogólny przepych grobowca i duża liczba znalezionej w nim broni zostały wówczas odczytane jako oznaki męskiej władzy królewskiej, choć dziś wiemy, że są to również cechy elitarnych pochówków kobiet.Podobnie jak grób Puabi, Grób Króla zawierał wyraźną kamienną strukturę architektoniczną, uzbrojonych żołnierzy strzegących wejścia, kunsztowne drewniane rydwany wraz z ludzkimi i zwierzęcymi towarzyszami, bogato odzianych muzyków niosących instrumenty inkrustowane kamieniami szlachetnymi, dół śmierci z kolejnymi ofiarami z ludzi oraz broń inkrustowaną złotem i srebrem.W królewskiej nekropolii brakuje mężczyznNa cmentarzu królewskim odkrywano wprawdzie męskie ciała, jednak w żadnym przypadku nie można mieć pewności, że chodzi o króla. Spośród 16 grobowców królewskich zbadanych przez Leonarda Woolleya, tylko w trzech zachowały się szczątki głównego lokatora uznanego za mężczyznę. W jednym z nich spoczywał szkielet zidentyfikowany jako mężczyzna w wieku 40–50 lat, natomiast w dwóch pozostałych znajdowały się fragmenty kości, które wprawdzie określono jako męskie, lecz były one zniszczone zębem czasu do tego stopnia, że uniemożliwiały pewną interpretację.Wszystkie te trzy groby były niewielkimi, jednokomorowymi mogiłami, z których żadna nie zawierała królewskich tytułów ani jakichkolwiek inskrypcji. Najwspanialsze grobowce – te, w których od dawna domyślnie spodziewano się zastać królów – nie kryły w sobie żadnych męskich szczątków.Archeolożki krytykują uprzedzeniaTo właśnie ta rozbieżność między założeniem a rzeczywistością jest głównym celem krytyki Kathleen McCaffrey. Nie chodzi jej o to, że władza w Ur była wyłącznie kobiecą tradycją ani że każda bogato pochowana kobieta była suwerenną władczynią. Pokazuje raczej, że niespójności w materiale archeologicznym wynikają ze zderzenia współczesnych uprzedzeń z dowodami historycznymi. – Tradycyjne podejście do pytań związanych z płcią doprowadziło do powstania zawiłych wyjaśnień dla anomalii, które w rzeczywistości nie istnieją – pisała archeolożka.Głos Kathleen McCaffrey wpisuje się w to, co Amy Gansell określa mianem „debaty, którą archeolożki i antropolożki feministyczne budują od dziesięcioleci”. Megan Cifarelli, profesor emerita w Manhattanville College i badaczka konsultująca w Muzeum Archeologii i Antropologii Uniwersytetu Pensylwanii, wyjaśnia, że „wartościowym wnioskiem” jest „koncepcja, wedle której osoby zidentyfikowane jako kobiety nie odgrywały drugorzędnej roli wobec tych zidentyfikowanych jako mężczyźni, a ich dostęp do bogactwa i statusu nie wynikał z relacji z potężnymi mężczyznami, lecz był bezpośrednio związany z ich własnymi rolami społecznymi”. Kwestionuje ona wprawdzie nazywanie tych kobiet przez Kathleen McCaffrey „królami”, zgadza się jednak, że te trzy kobiety „dzierżyły nadzwyczajną władzę”.Niezależnie od tego, czy kobiety z Ur rządziły jako królowie, czy jako królowe, czy też sprawowały władzę w sposób, który wymyka się łatwym, współczesnym kategoryzacjom – jasne jest, że przed nami wciąż wiele pracy, by odkryć historie starożytnych kobiet. Prof. Amy Gansell porównuje ten proces do skrupulatnych wykopalisk.– Zasadniczo wciąż musimy podnieść status tych kobiet z powrotem do poziomu, jaki miały w starożytności, kiedy cieszyły się powszechnym uznaniem – wyjaśnia. – Myślę o tym w kategoriach archeologicznych – kontynuuje prof. Amy Gansell, wskazując na analogię do tego, co Leonard Woolley i jego zespół odrzucili zarówno dosłownie, jak i w przenośni. – Wydobywali ekscytujące artefakty, a luźną ziemię sypali na to, co nazywali zwałowiskami. Wraz z tą ziemią rzucili na te hałdy również kobiecą władzę. Teraz wracamy tam i przesiewamy ich hałdy odpadów, aby odnaleźć te kobiety i przywrócić je na należne im trony.Źródło: National Geographic
Czy kobiety w starożytnym Ur sprawowały władzę równą władzy królów?
Komentarze
Jeszcze nikt nie skomentował — napisz pierwszy 👇
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!