„Morfeusz" na SkyShowtime: mroczny polski serial o prawnikach i rodzinnych tajemnicach
SkyShowtime udostępnia nowy polski serial „Morfeusz" z Andrzejem Grabowskim i Kamilem Szeptyckim w rolach głównych. Opowiada o prawniku Piotrze Leyerze, który żyje „po właściwej stronie prawa", aż odkrywa, że ta granica jest o wiele mniej wyraźna, niż sądził. Serial łączy klimat polskich kryminałów z psychologicznym dramatem rodzinnym, budując napięcie od pierwszych minut.
Andrzej Grabowski i Kamil Szeptycki mówią o nim jak o historii, w której „nie da się uciec od rodziny”, ale też nie wszystko jest tak jednoznaczne, jak się wydaje na pierwszy rzut oka.„Morfeusz” nowy serial od SkyShowtime od pierwszych minut buduje atmosferę, która nie daje się łatwo oswoić. Jest w nim coś z dawnych polskich kryminałów - surowość, napięcie, brak wygładzenia - ale nie jest to powrót sentymentalny. To raczej opowieść, która korzysta z dobrze znanego języka gatunku, ale przesuwa go w stronę psychologii i relacji rodzinnych.W centrum tej historii stoi Piotr Leyer - prawnik, który żyje po „właściwej stronie”, dopóki nie okazuje się, że ta granica jest znacznie mniej stabilna, niż mogłoby się wydawać.„ To jest chyba taka rzecz, której większość z nas doświadczyła, że możemy żyć w jakimś wyobrażeniu osoby bliskiej przez długie lata i bez względu, czy to jest osoba bliska z więzów krwi, czy bliska ze względu na to, że zadziergnęliśmy jakąś znajomość kiedyś. I możemy sobie wyobrażać, jak byśmy się zachowali, czego byśmy nie powiedzieli przez długie lata i snuć scenariusze, po czym spotykamy się i następuje zderzenie i to jest to. Jesteśmy bezsilni wobec jakiejś zaszłości i jakichś takich relacji.Więc mnie się wydaje, że to jest ciekawsze, kiedy faktycznie ten Piotr spotykając ojca, z którym nie utrzymywał przez długie lata żadnej relacji, żadnych kontaktów, nagle spotykają się i on się staje małym, spragnionym miłości i akceptacji synkiem.Po prostu.I wobec tego myślę, że jak wielu z nas jest po prostu bezsilny.” - zaczyna opowieść o swoim bohaterze Kamil Szeptycki.Rodzina, której nie da się zostawićDla Andrzeja Grabowskiego punkt wyjścia tej historii jest bardzo konkretny. Nie chodzi o kryminał jako taki, ale o coś znacznie bardziej pierwotnego - rodzinę.„To dobra definicja tego serialu, bo rzeczywiście to jest bardzo ważna część fabuły tego serialu, właśnie rodzina. I to, że nie da się uciec od rodziny i to, że tę rodzinę należy ratować. To są te dwa wątki rodzinne, które w tym serialu są.”W tej wypowiedzi nie ma interpretacji, jest raczej opis fundamentu - tego, co trzyma całą historię w miejscu, nawet wtedy, gdy fabuła zaczyna się rozpędzać.Kamil Szeptycki patrzy na to z innej strony - mniej jako na „przeznaczenie”, bardziej jako na proces, który można próbować przepracować:„Są pewne tematy do przepracowania i można je właśnie albo zaniechać, one się powtarzają cyklicznie i cyklicznie, albo można właśnie nad nimi popracować.”Już na poziomie tych dwóch wypowiedzi widać napięcie, które organizuje cały serial.Gangster, który nie jest tylko gangsteremW „Morfeuszu” szczególnie wyraźnie wybrzmiewa postać grana przez Andrzeja Grabowskiego - człowieka, który funkcjonuje w świecie przemocy, ale nie daje się sprowadzić do jednego wymiaru. Sam aktor bardzo mocno podkreśla tę niejednoznaczność:„Zaciekawiło mnie również to, że facet będąc zabójcą, facet czyniący zło całe życie potrafi być wspaniały dla swoich wnuków, wspaniałym dziadkiem, w konsekwencji ojcem, który próbuje wyciągnąć tego swojego syna - wchodzącego na złą drogę, znając swoje własne doświadczenia, że to idzie w jednym kierunku i że to się kończy zakrętami.”I dalej:„Więc jeżeli grałem tych złych bohaterów, zwykły to był czyste zło i koniec. Zły i koniec. Albo dobry i koniec. A tutaj jest ta taka różnorodność.”To właśnie ta „różnorodność” sprawia, że jego bohater nie działa jak figura gatunkowa, tylko jak człowiek funkcjonujący w sprzecznych rolach jednocześnie.Ojciec i syn - dwa spojrzenia na ten sam światRelacja między bohaterami granymi Grabowskiego i Szeptyckiego nie jest oparta na prostym konflikcie. To raczej zderzenie dwóch doświadczeń tego samego świata. Kamil Szeptycki tak opisuje moment, w którym jego bohater - mimo prób odcięcia się od przeszłości - trafia dokładnie tam, gdzie próbował nie wrócić:„Piotr był głęboko przekonany, że on wykonuje wszystkie konieczne kroki do tego, aby nie powtórzyć błędów ojca, czy w ogóle nie być jednym z kolejnych trybów funkcjonowania, dawnego funkcjonowania rodziny. No i pomimo tego nagle okazuje się, że zupełnie obierając kompletnie inną ścieżkę trafił na ten sam szlak..”I dodaje:„Myślę, że na pewnym etapie zaczyna się w tym rozsmakowywać. To są rzeczy, z którymi się spotykamy na co dzień, które nas nęcą. Władza, pieniądze, ale głównie jakieś takie poczucie władzy.”To nie jest więc historia o nagłym zwrocie, ale o stopniowym przesunięciu granicy.Granica, która nie znika od razuJednym z najmocniejszych obserwacji Szeptyckiego jest sposób, w jaki zmienia się jego bohater:„Szczególnie w przypadku Piotra Leyera widać, że ta granica jest sukcesywnie delikatnie przesuwana dalej i dalej i dalej, aż nagle widzimy, że to nie jest ten sam człowiek, którego widzieliśmy w pierwszym odcinku czy drugim. To już jest ktoś kompletnie inny. Tam już jest zupełnie coś innego wokół. I myślę, że to jest takie niebezpieczeństwo, szczególnie w tych czasach, gdzie jest nam dość mocno imputowane, że bez względu na to, w jaki sposób zarabiamy, tak ważne jest, żebyśmy mieli możliwość pływania na jachcie i pokazywania tego w Internecie.”Zauważa niebezpieczny mechanizm - który coraz częściej nie jest już tylko serialową fikcją - Kamil Szeptycki.„Przerażony” - pierwszy dzień na planieW naszej rozmowie pojawia się też bardzo osobisty fragment dotyczący pracy na planie. Kamil Szeptycki wraca do pierwszego spotkania z Andrzejem Grabowskim. Zapytany przeze mnie jak czuł się pierwszego dnia gdy spotkał Pana Andrzeja odpowiada:„Przerażony.”I po chwili dopowiada:„Myślę, że to to słowo. Jednak spotkanie z legendą jest obarczone takim uczuciem”Ale ten początkowy dystans szybko zmienia się w doświadczenie pracy:„Była to pierwsza taka rola. Więc dla mnie, niosło to za sobą ogromny ładunek, w moim przypadku, jakiegoś stresu i niepewności. Także było to bardzo, bardzo dla mnie budujące i miłe, że czułem się w obecności pana Andrzeja bezpiecznie. Bezpiecznie jako artysta i bezpiecznie jako młodszy kolega z obu. Młodszy doświadczeniem oczywiście.”Pan Andrzej Grabowski nie pozostał dłużny i również podzielił się swoimi obawami:„Ja też byłem bardzo właśnie przerażony spotkaniem z młodymi ludźmi, no bo to tak jest, to jest. Znowu te staruszek.” - dodał żartobliwie o sobie aktor.„Morfeusz” - serial, który nie daje prostych odpowiedzi„Morfeusz” nie próbuje porządkować świata swoich bohaterów. Raczej pokazuje, jak łatwo ten porządek się rozpada. Aktorzy podkreślają, że to historia wielowątkowa, ale czytelna w prowadzeniu:„Bardzo dużo się wydarza w tym serialu, a jednocześnie jest to tak narracyjnie poprowadzone, że człowiek się w tym nie gubi. Więc to jest na pewno na plus. Jest to na pewno wielowymiarowe. I to jest ciekawe, bo faktycznie, jeżeli mamy od początku jasne postaci, ta jest dobra, ta jest zła i to się nie zmienia przez całość. A tu mamy przepiękne parabole, takie przejścia postaci, czy bohatera, czy bohaterki. I to jest chyba ciekawe.Podążanie za tą historią. Każdy bohater prezentuje swoją historię. One tworzą jakąś wspólną i myślę, że to jest w jakiś sposób apetyczne i takie bardzo może być ciekawe do śledzenia.” - tłumaczy Kamil Szeptycki.„Morfeusz” zostawia widza w miejscu, w którym trudno o jednoznaczne wnioski. To serial o relacjach, które nie kończą się wraz z decyzją, i o świecie, w którym zmiana nie przychodzi nagle - tylko powoli, niezauważalnie. A z wypowiedzi aktorów wybrzmiewa jedno: że w tej historii nie chodzi o gatunek, tylko o ludzi, którzy próbują funkcjonować w rzeczywistości, która nie daje im prostych ról.Na ten moment na SkyShowtime dostępnych jest już pięć odcinków „Morfeusza”. To wystarczająco dużo, by wejść w ten świat i poczuć jego ciężar, ale wciąż za mało, by zobaczyć pełny obraz historii.Przed widzami pozostaje finał, który - jak wynika z konstrukcji serialu - może mocno zaskoczyć i przestawić całą opowieść na nowe tory.
Czy SkyShowtime może zagrozić pozycji Netflix i HBO w Polsce dzięki polskim serialom?
Komentarze
Jeszcze nikt nie skomentował — napisz pierwszy 👇
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!